
Impreza miała rozpocząć się o godzinie 20 i co prawda muzyka z głośników zaczęła wydobywać się punktualnie, a pod sceną tańczyło kilkadziesiąt osób, ale pierwszy zespół pojawił się dopiero o 21:40.
Myśleliśmy, że to opóźnienie. Jednak okazało się, że organizatorzy zaplanowali nam ponad półtoragodzinna dawkę muzyki z płyty… nie informując o tym nikogo wcześniej.
Kiedy już na scenę dotarł Iwan Komarenko, rozpoczął się długo wyczekiwany koncert. Usłyszeliśmy „czarne oczy” „ sto lat”, „żono moja” i kilka innych utworów.
Po występie oczekującego na polskie obywatelstwo artysty, na deskach stanął zespół Cliver. Pod sceną zrobiło się tłoczniej. Szczególnie dużo było dziewczyn, które, aż piszczały za czteroosobowym składem Clivera.
Publiczność włączała się w odśpiewywanie przebojów zespołu. Przy piosence femme fatale – padło oświetlenie. Awaria trwałą kilka minut. „Złą kobietę” udało się wreszcie pokonać i zespół kontynuował swój występ. Usłyszeliśmy „pokaż jak się kręcisz” „ chodź kochanie” „lekarstwo na gorzkie łzy” i „pajacyki”
Zabawa na hali w Łęcznej zakończyła się około północy.
tyle dobrego że tych śmiesznych nie podłączonych keybordow Casio już nie stawiają na scenie :)
no właśnie jak tam panowie postarali się troszeczkę czy raczej mieli playback zapodany ;)
Fajnie, fajnie :) A "muzyka z płyty" do tańczenia była w sam raz :)