Katowiczanie pod koniec pierwszej połowy spotkania nie wykorzystali dogodnej okazji do wyrównania, marnując rzut karny. Od 70 minuty górnicy grali w dziesięciu po tym jak za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Paweł Tomczyk.
Spotkanie od mocnego uderzenia rozpoczęli goście, którzy już w 14 minucie mogli objąć prowadzenie. Po ładnym rajdzie i ograniu jednego z obrońców, w polu karnym padł Paweł Buśkiewicz. Arbiter nie zdecydował się jednak na odgwizdanie rzutu karnego.
Później do głosu doszli gospodarze. Już w 20 minucie znakomitej okazji nie wykorzystał Nakoulma, który po dobrym dośrodkowaniu z kilku metrów uderzył wprost w czujnego Jacka Gorczycę. „Prezes” szybko się jednak zrehabilitował – już po pięciu minutach wykorzystał znakomite dogranie Radosława Bartoszewicza i pewnym strzałem głową dał Górnikowi prowadzenie.
Napór Górnika rósł z minuty na minutę, a zamknięci w defensywie goście mieli coraz większe problemy. W 30 minucie ekwilibrystyczne zagranie Rafała Niżnika dotarło na głowę Piotra Karwana, który uderzając tyłem do bramki kompletnie zaskoczył wychodzącego bramkarza. Temu z pomocą przyszedł Tomasz Hołota, który wybijając piłkę z linii bramkowej uratował swą drużynę przed kolejną bramką.
Chwilę później w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Niżnik. Pomocnik Górnika zdecydował się uderzyć siłowo, co okazało się bardzo złym pomysłem, gdyż bramkarz gości bez trudu wybił piłkę. Górnikom ewidentnie brakowało więc skuteczności, co niemal zemściło się w 43 minucie spotkania.
Wtedy to w bardzo podobnej do wcześniejszej akcji GKS-u w polu karnym po faulu Karwana padł Dudzic. Tym razem sędzia zdecydował się podyktować rzut karny, do którego podszedł Gabriel Nowak.
To co stało się po wykonaniu jedenastki ciężko opisać słowami, gdyż zapewne nikt z przebywających na spotkaniu kibiców nie słyszał wcześniej o podobnej sytuacji. Obroniony przez Prusaka strzał został bowiem dobity przez Buśkiewicza i początkowo sędzia główny uznał tego gola. Wszystkich zaskoczył jednak jego asystent, który wyraźnymi gestami chorągiewki wskazał… spalonego. Po konsultacji obu panów sędzia orzekł spalonego, a zszokowani piłkarze i sztab szkoleniowy gości ruszyli do „ataku”.Wraz z pierwszą połową skończyło się dziś w Łęcznej ciekawe widowisko. Nawet wyrzucenie z boiska Pawła Tomczyka w 70 minucie spotkania nie poprawiło obrazu gry, mimo że goście ruszyli do ataku. Po niezwykle nudnej drugiej połowie trzy punkty zostały w Łęcznej, lecz nieskuteczność zielono – czarnych może być prawdziwym powodem do obaw przed kolejnymi meczami...