fot. gornik.leczna.plŻadnych wątpliwości nie pozostawili piłkarze Pogoni Szczecin, co do tego kto był lepszy na boisku w sobotni wieczór. Od początku meczu Górnicy znacznie odbiegali od gości, którzy byli szybsi i co chwilę nękali bramkę Sergiusza Prusaka. Już po 8 minutach wyszli na prowadzenie, w czym dopomogli defensorzy Górnika. Po rzucie wolnym Szczecinian, błędy Rafała Niżnika i Grzegorza Bronowickiego, skończyły się samobójczym trafieniem Piotra Karwana, który „wykończył” dośrodkowanie Pietruszki. Stracona bramka niczego nie zmieniła w grze gospodarzy, którzy niespecjalnie przeszkadzali w grze Pogoni.
Najlepsza sytuacja Łęcznian w I połowie zdarzyła się w 34 minucie kiedy to dogrania Janusza Surdykowskiego nie wykorzystał zastępujący Prejuca Nakoulmę, Sławek Nazaruk. Kilka minut później „Portowcy” prowadzili już dwa do zera, kiedy to płaskie, niezbyt mocne dośrodkowanie Rogalskiego oraz dosyć bierną postawę obrońców wykorzystał Marcin Klatt.
Na drugą połowę trener Łapa dokonał dwóch zmian: boisko opuścili Karwan i Nazaruk, a weszli Grzegorz Szymanek i Bartek Niedziela. W przerwie w szatni musiały paść mocne słowa, bo zielono – czarni zdecydowanie przyspieszyli. Niestety na szybszym bieganiu się skończyło, bo łęcznianie nie potrafili stworzyć sobie żadnej stuprocentowej okazji. Ostatni cios zadali za to Szczecinianie. W 63 minucie Marcin Klatt, który wcześniej zastąpił kontuzjowanego Olgierda Moskalewicza, po raz drugi wpisał się na listę strzelców, strzałem głową nie dając szans Prusakowi. Gospodarze nie byli w stanie odpowiedzieć, dopiero w doliczonym czasie gry, Grzegorz Szymanek mając przed sobą jedynie leżącego bramkarza, trafił prosto w niego.
Spotkanie z Pogonią miało być kolejnym już rozpoczęciem marszu w górę tabeli. Tymczasem Górnicy pokazali, że są zespołem zdecydowanie z dołu. „Portowcy”, którzy tej wiosny jeszcze nie wygrali, odnieśli w Łęcznej łatwe zwycięstwo i mało brakowało byłoby ono jeszcze większe gdyby nie postawa naszego bramkarza oraz nonszalancji napastników. Nasuwa się po raz kolejny myśl dokąd zmierza Górnik, bo była to już nie jedna w tym sezonie fatalna porażka zespołu, który przecież już za rok ma walczyć o ekstraklasę, a jak na razie bliżej mu na drugoligowe boiska.
Moim zdaniem zamiast podnosic im zarobki, zarzad powinien przykręcić kurek z pieniedzmi,moze wtedy zawodnicy podeszliby do sprawy bardziej ambitnie
Żenada, nie mają motywacji do wysiłku na boisku ,podnieść zarobki chłopakom a zaczną "grac dobra piłkę"
moze by tak młodych wychowankow wziac a ich wyslac na szkolenie od podstaw..... wychowankowie przynajmniej grali by dla gornika nie dla kasy