
Tymczasem goście wciąż bili się o pozycję i nie mogli pozwolić sobie na stratę punków.
Dlatego też to oni zaatakowali pierwsi i już w 10 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego groźnym choć niecelnym strzałem postraszył Wierzchowskiego Benjamin Imeh. W odpowiedzi, po chwili minimalnie z dystansu pomylił się Janusz Surdykowski. Kolejna groźna akcja Górników przyniosła już jednak bramkę. W 19 minucie po dośrodkowaniu w pole karne Niedzieli, najpierw głową uderzał Surdykowski, ale na wysokości zadania stanął golkiper gości, który już przy dobitce Szymanka nie miał nic do powiedzenia. Stracony gol podziałał na gości, którzy ruszyli do ataku. Szczególnie aktywny w tym spotkaniu Imeh, który nie raz uciekał obrońcom, tak jak w 21 minucie kiedy to z odległości kilku metrów nie trafił do siatki. Do przerwy oba zespoły nie uzyskały wyraźnej przewagi, nie stwarzając sobie już praktycznie żadnych dogodnych sytuacji.
Druga część gry lepiej rozpoczęła się dla Ząbczan, którzy już w 54 minucie mogli doprowadzić do remisu, jednak z rzutu wolnego Kurkiewicz trafił w porzeczkę. 10 minut później Górnicy nie mieli już tyle szczęścia. Po kombinacyjnej akcji Imeha i Gabrusewicza, piłka trafiła do Zapaśnika, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Nie odbyło się to bez udziału Łęczyńskich defensorów, którzy w tej sytuacji zdecydowanie zaspali. Praktycznie do końcowego gwizdka nie działo się już nic co mogłoby zmienić oblicze spotkania. Zadowolony z wyniku swojego jak i płockiej Wisły, Dolcan skupił się głównie w defensywie. Górnicy również nie kwapili się by dobić rywala. Warto dodać, że w tym spotkaniu swoje debiuty w pierwszym zespole zaliczyli dwaj młodzi górnicy: obaj 18 – letni Michał Zuber oraz Mateusz Zukowski.
Górnik Łęczna kończy sezon na zdecydowanie rozczarowującym 11 miejscu. Chyba wszyscy kibice pamiętają przedsezonowe zapowiedzi o awansie do ekstraklasy. W tym czasie mieliśmy już dwie zmiany szkoleniowców oraz roszady na stanowisku prezesa. Trudno powiedzieć czy o miejscu w tabeli i nerwówce pod koniec sezonu zadecydowały możliwości zespołu, bo przecież w ostatnich spotkaniach po wodzą Mirosława Jabłońskiego, górnicy pokazali wolę walki oraz to, że w piłkę grać potrafią. Jedno jest pewne: jeśli Łęczna ma w przyszłym sezonie walczyć o ekstraklasę lub o dobre miejsce w tabeli to zmiany(przede wszystkim w kadrze) są nieuniknione.
Osobiście nie jestem pełen optymizmu. pozyjemy zobaczymy ale frekwencja na meczach mówi sama za siebie.